You are browsing the archive for Gdańsk.

Marek :)

Marek – Trening w cieniu biało-czerwonej Warszawy 2012

Czerwiec 10, 2012 in _Marek, czas wolny, trening


10 czerwca- pomyśleć, że rok temu rozpocząłem swoja przygodę z bieganiem. Właściwie prawie rok, bo zacząłem biegać zgodnie z zapiskami z dzienniczka  dokładnie 12 czerwca.  Czyli 10 czerwca to tak na prawdę jeszcze nie wierzyłem, że się przełamię do biegania.
Dzisiaj przebiegam 5, 10, 15 km, zaliczyłem półmaraton, zapisałem się i trenuję do maratonu w  Warszawie (30.09).
W ramach treningu właśnie dzisiaj przebiegłem prawie 24 km… Dla mnie super. Spodobał mi się tekst, który gdzieś przeczytałem: „Znajdź sobie pasję i ją goń!”  Czynię to właśnie z zamiłowaniem.  A teraz zmiana tematu bo nie tylko bieganiem człowiek żyje.. Dzisiaj imieniny Małgorzaty, a to znaczy, że  mojej kochanej żoneczki także, czyli ogromne buziaki 🙂
A jeśli chodzi o kolory biało-czerwone to Warszawa (myślę ze nie tylko) żyje Euro. Jesteśmy dopiero co po „greckiej tragedii” po meczu z Grekami a jeszcze przed meczem z Rosją. Nie byłoby w porządku gdybym nie wspomniał, że dzisiaj 10.06 w Gdańsku wielkie widowisko mecz Hiszpania-Włochy. Dla czego piszę o meczu w Gdańsk ? Gdańsk to moje miasto a robiąc zdjęcia do dzisiejszego wpisu spotkałem Hiszpanów. Na ostatnim zdjęciu po środku, wśród sympatycznych młodych miłośników piłki, to ja :).

Poniżej dzisiejsze  pocztówki z Warszawy.

Marek :)

Marek – Poranne bieganie, dzisiaj po raz pierwszy 20 km !

Grudzień 4, 2011 in _Marek, czas wolny, trening

 

 

 

 

 

 

 

Biegam średnio 3-4 razy w tygodniu, generalnie o poranku ok godz. 5.30-6.30 przed wyjściem do pracy. Tak jest w większości przypadków, czasami jednak zmieniam harmonogram i biegam wieczorem. Trzeba przyznać że na jesieni lub zimą są to raczej „ciężkie” godziny. W odsieczy jest weekend i pora biegania jest już tutaj bardziej „ludzka” 🙂
Jest jednak coś specyficznego w bieganiu wczesnym rankiem – nastrój, widok zaspanego miasta, czy też „samotność” na leśnych ścieżkach, tego nie da się opisać. Wieczór też ma swoje uroki. Każdy wybiera to co mu pasuje.

Dzisiaj (4.12.2011) był sukces, nagroda za te kilka miesięcy w czasie, których wybiegałem już prawie 600 km,  po raz pierwszy przebiegłem dystans 20 km. 🙂  🙂  To już nie jest 5, 10, 15 km. To było moje ciche marzenie układając trasę na dzisiejszy trening wraz z trasą alternatywną gdybym nie dał jednak rady.

Plan aby na wiosnę wystartować w półmaratonie staje się więc coraz bardziej realny. Hurra !

Rano, czy wieczorem, w mieście czy poza nim – sam na sam ze swoimi myślami, z dala od codziennych trosk, wszystko jest jakieś inne…